czwartek, 19 maja 2016

Sevilla po raz trzeci z rzędu wygrywa w finale Ligi Europy.

Sevilla dokonała tego, co po raz ostatni dokonał Bayern Monachium 40 lat temu - po raz trzeci z rzędu wywalczyła puchar Ligi Europy. I to w naprawdę dobrym stylu, który zaprezentowali dopiero w drugiej połowie. Już w 17 sekundzie drugiej połowy zdobyli gola na 1:1, co pozwoliło im kontrolować grę. Przez całe 45 minut dominowali i strzelili w nich trzy gole. Kibice Liverpoolu mieli nadzieję, że ich piłkarzom uda się odrobić dwubramkową stratę, na co było by ich stać. Są drużyną, która potrafi się z takich problemów wywiązywać. Podobnie, jak w finale z 2005 roku, gdy potrafili doprowadzić do wyrównania 3:3, przegrywając już 0:3 z Milanem. W efekcie konćowym, Liverpool wygrał po rzutach karnych. Najczęściej przegrywają wtedy, gdy jako pierwsi wychodzą na prowadzenie. Tym razem było podobnie. Także Jurgen Klopp nie ma szczęście do finałów LE. Po raz piąty w swojej karierze trenerskiej, nie udało mu się wznieść pucharu w górę wraz ze swoją drużyną. Sevillę czeka jeszcze mecz z Barceloną, w finale Pucharu Króla, który będzie należał do jednego z najtrudniejszych. Mam nadzieję, że Emery da zagrać w tym meczu Krychowiakowi pełne 90 minut. Polski pomocnik, wczoraj miał okazję do tego, a jest to rzadkie w ostatnim czasie, żeby zagrał od początku, do końca, a teraz regularna gra, przyda mu się szczególnie, ze względu na zbliżające się EURO i związane z nimi przygotowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez goli w Turynie, Barcelona pewna awansu.

Mecz Juventusu Turyn z Barceloną był uznany za hit kolejki Ligi Mistrzów. I słusznie. Może też dlatego mogliśmy go obejrzeć TVP 1. Mecz był ...